Skąd środki na ekotransformację? Tomasz Wiśniewski dla TVN24 Biznes i Świat

Prezes Pracowni Finansowej Tomasz Wiśniewski był gościem programu ‘Dzień na świecie’ w TVN24 Biznes i Świat. Wypowiedział się na temat konieczności połączenia dwóch światów – finansów i energetyki, które mają umożliwić sfinansowanie zielonej transformacji.

TVN24 BiŚ: Są na tzw. rynku wśród inwestorów pieniądze, którymi można by było sfinansować budowę wiatraków na lądzie, wiatraków na morzu jak już w Polsce będą powstawać, paneli fotowoltaicznych i tych wszystkich innych odnawialnych źródeł energii?

T.W. Jak najbardziej są. Inwestorzy są chętni inwestować w OZE, ponieważ jest to dobry biznes i czują, że ten bonus w postaci odnawialnej energii, ochrony środowiska i życia na ziemi, jest dla nich dodatkowym atutem w tych inwestycjach. Niestety w zeszłym roku tylko w Polsce mieliśmy aż 7000 odmów wydania warunków przyłączenia farm fotowoltaicznych do sieci, bo one nie są na to przygotowane. Pieniądze na to miały pójść z Krajowego Planu Odbudowy, chociażby, a także z systemu ETS. Niestety te opłaty za emisję CO2, w dużym stopniu szły na cele nie związane z transformacją energetyczną, a np. na transfery socjalne. Jesteśmy mocno w ogonie, jeśli chodzi o transformację, nie mówiąc już o tym, że od 8 lat mamy wstrzymaną energetykę wiatrową, bo nowy Rząd wtedy zablokował całkowicie jej rozwój.

TVN24 BiŚ: Ale potem trochę skrócił ten dystans wiatraków do zabudowań. Nie tak mocno jak planowano, ale ten dystans się zmniejszył. To tworzyło większe pole do stawiania wiatraków. Widać tu jakiś ruch?

T.W. Potem, czyli 8 lat później, przed wyborami Rząd to zrobił. Wcześniej wykonał na szczęście kilka innych ruchów odblokowujących delikatnie ten segment. Można powiedzieć ułatwiających życie właścicielom wiatraków. Miało być 500 metrów, co by pozwoliło na budowę 6 giga, a stanęło na 700 m, a to tylko 3 giga. Na lądzie potrzebujemy 70 GW, na morzu 25 GW, a fotowoltaiki 125 GW, co stanowi ok. 36.000, 6,5 MW-towych farm PV

TVN24 BiŚ: Ile to będzie kosztować pieniędzy?

T.W. Tego nie da się policzyć, bo nie da się tego zrobić w jednym roku, a technologia tanieje. Natomiast, potrzebujemy 125GW PV a tylko w zeszłym roku wydano odmów na 51GW, więc to by się mogło wybudować bardzo szybko tanio, za pieniądze inwestorów, gdyby tylko można było te farmy przyłączyć.

TVN24 BiŚ: Sieć potrzebuje inwestycji. A czy to nie martwi tych inwestorów? To nie jest tak, że te pieniądze są nie do ruszenia teraz, bo nikt nie wejdzie w biznes, którego nie da się podczepić do sieci. Nikt nie będzie produkował samochodu, który nie ma homologacji do jeżdżenia po drogach.

T.W. Na szczęście zanim rozpocznie się budowę, trzeba się starać o warunki przyłączenia. Najpierw muszą zostać wydane, a dopiero później rusza inwestycja. Ci inwestorzy, którzy już mają warunki, albo farmy, mogą być spokojni, nawet można powiedzieć, że ten system dba o ich interesy. Nie wydając kolejnych warunków, jeśli miałby wystąpić konflikt, kiedy w danym momencie produkcja w danej podsieci będzie tak duża, że farmę będzie trzeba wyłączyć albo sama się wyłączy, jak to się dzieje w przypadku domowej fotowoltaiki..

TVN24 BiŚ: Wspomniał pan o pieniądzach z handlu emisjami z systemu ETS, że one do tej pory nie trafiały w całości na swoje przeznaczenie, czyli na transformację energetyczną. A teraz przyszły Rząd w 8 punkcie umowy koalicyjnej pisze o energetyce i o handlu emisjami, z których pieniądze w całości mają iść na transformację energetyczną. Czy to tak ma wyglądać?

T.W. Oby tak było. Już zanim ten nowy Rząd nastał mówiło się, że UE będzie tego bardziej pilnowała. Natomiast zwycięska koalicja naobiecywała nam mnóstwo pozytywnych rzeczy dotyczących transformacji energetycznej, choćby to, żeby na niej zarabiali obywatele, inwestorzy i właściciele gruntów, nieruchomości. Oby tego dotrzymała, bo tylko OZE może nas uratować w tym zmieniającym się świecie i odchodzeniu od paliw kopalnych. Jesteśmy już po Oil Picku, czyli po szczycie wydobycia ropy naftowej i od tego momentu ropę wydobywać jest coraz trudniej. Sięgamy po złoża położone kilka kilomentrów pod dnem odeanu, piaski roponośne, łupki bitumiczne, ropa nie tryska już sama spod ziemi. OZE to jedyny słuszny kierunek, by uniknąć kryzysu energetycznego. A walka o zasoby wiąże się często z konfliktami zbrojnymi, które nam grożą, jeśli nie przejdziemy na zieloną energię.

TVN24 BiŚ: Czy będzie nas, konsumentów dużo kosztować ta rewolucja przechodzenia na OZE?

T.W. Paradoksalnie nie. Inwestujemy zamiast wydawać pieniądze na zakup węgla, ropy i gazu, inwestujemy w źródła, które nam się zwrócą. Te źródła za parę lat będziemy mieli spłacone, a energię z nich tanio, a może i nawet za darmo.

TVN24 BiŚ: Rozumiem, że to tak trochę jak w telekomunikacji, że na początku rachunki za komórki były wysokie, później sieć się rozwijała i pojawiła się konkurencja i technologia poszła do przodu i dziś możemy już rozmawiać z całym światem za grosze. Jest pan spokojny, że ten etap nastąpi i złagodzi nam ten szok transformacyjny?

T.W. Na pewno tak. Właściciele domowej fotowoltaiki już się przekonują, że rachunki za energię zdecydowanie im zmalały. To jest, jak to mówi klasyk: „oczywista oczywistość”. Lepiej być niezależnym niż zależnym od gazu, ropy, węgla. Czyli po pierwsze rachunek ekonomiczny, po drugie ekologia, po trzecie niezależność. Ropy, węgla i gazu sobie sami nie wyprodukujemy, a prąd ze słońca i wiatru tak.

TVN24 BiŚ: Tylko nie zawsze wieje i nie zawsze świeci. To nie jest stabilne źródło, tanie, ale kapryśne.

T.W. Cały mix energetyczny wymaga różnych źródeł i magazynowania energii, a dodatkową i kluczową rolę odegrają taryfy dynamiczne i cały system informatyczny, który będzie sprzyjał temu żebyśmy nie musieli decydować, kiedy zużywać energię, tylko oprogramowanie będzie nas w tym wspomagało.  Czyli np. ładowało nam samochód elektryczny, magazyny energii czy ciepła, kiedy energia będzie tania, bo świeci dużo słońca i wieje, a oszczędzała, kiedy energia będzie droga, bo wytwarzana tylko z węgla. Węgiel jest tak naprawdę jeszcze nie doszacowany. Rzeczywiste koszty również te zdrowotne są tak naprawdę trzykrotnie wyższe niż nominalna cena energii z węgla. Wytworzenie energii z węgla powoduje dodatkowe koszty rzędu 100 mld zł rocznie, które są niewidoczne w cenie energii, ale są przerzucane w różny sposób na społeczeństwo.

Przeczytaj także

14.03 godz. 20:00