W transformacji wiele procesów musi być realizowanych równolegle – Tomasz Wiśniewski dla TVN24 BiŚ

Polska energetyka słoneczna mierzyła się w kwietniu z redukcją mocy elektrowni fotowoltaicznych. Teraz mówi się o planowanych rekompensatach. Co one oznaczają w praktyce dla odbiorców i inwestorów? Na to pytanie w TNV24 Biznes i Świat odpowiedział Prezes Pracowni Finansowej Tomasz Wiśniewski.

Czy wiadomo, ile i kto dostanie rekompensat?

Nie wiadomo, jakiej wysokości będą te rekompensaty. Przypuszczamy, że po giełdowej cenie energii. Trudno sobie tylko wyobrazić jakie to będą rekompensaty, jeśli ktoś miał podpisaną umowę na stałą cenę energii – nieuzależnioną od popytu i podaży w sieci.

Czy to dotyczy tylko indywidualnych producentów energii solarnej, czy też dużych farm solarnych? Bo jak rozumiem one również musiały wstrzymać tę produkcję.

Na 2,2 GW została ograniczona ta moc. Są to sporadyczne przypadki, kiedy nie pracują zakłady pracy, kiedy energii w sieci jest więcej niż jej potrzeba i w związku z tym jest tania, więc będzie to niewielka rekompensata, ale dobrze, że jest. To taki miły gest. Ona od początku była zapowiadana, więc trochę zdziwiło nas, kiedy oświadczono, że rekompensat nie będzie. Może Polskie Sieci Energetyczne tak łatwo się na nie jednak zgodziły, dlatego że te kwoty nie będą wysokie. Nie ma rozróżnienia na indywidualnych i masowych producentów energii. (Nie mylić z prosumentami, których żadne wyłączenia nie dotknęły).

Gdyby tych rekompensat nie było, bylibyśmy mocno zniechęceni do korzystania i tworzenia odnawialnych źródeł energii. Czy ta energia nie była nikomu potrzebna akurat w tych dwóch dniach?

Są to sporadyczne przypadki i wynikają bardziej z kwestii technicznych, że nie da się wyłączyć tak szybko lub nie opłaca się wyłączać bloków węglowych całkowicie. Można zmniejszyć ich moc, ale wyłączenie całkowite generuje ogromne koszty ich ponownego uruchomienia. Muszą więc pracować na minimalnych obrotach, więc najłatwiej jest wyłączyć elektrownie słoneczne i elektrownie wiatrowe.

Najlepiej byłoby zmagazynować tę energię? Dlaczego to się nie może wydarzyć?

Zdecydowanie tak. Były swego czasu, do dzisiaj są pozostałości z programu elektrowni szczytowo-pompowych. Dzisiaj coraz bardziej popularne są magazyny energii, ale nadal są bardzo drogie. Są plany budowy magazynów energii z akumulatorów z trzeciej ręki, nawet nie z drugiej. Takich z samochodów elektrycznych, które w domowych magazynach już nie bardzo się sprawdzają, ale pod farmą wiatrową lub słoneczną jeszcze tak, bo nikomu nie przeszkadza ich rozmiary czy hałas z racji miejsca – stoją na środku pola. Natomiast technologia idzie do przodu i prognozuje się, że za 10 lat ceny baterii spadną do 1/3 obecnej, więc stanie się to coraz bardziej popularne. Magazyny energii stworzą się zresztą same, bo samochody elektryczne posłużą jako miliony takich małych magazynów. Użytkownik będzie mógł zadeklarować, że jeśli dnia następnego nie będzie używał samochodu, może odsprzedać nadwyżkę energii do sieci, jeśli będzie to potrzebne.

Co się wydarzyło w ciągu tych dwóch dni, że tej energii było za dużo?

Nie pracowały zakłady przemysłowe, bo to była niedziela, a świeciło słońce i wiał wiatr – równocześnie. To są bardzo rzadkie przypadki, ale one będą się zdarzały. I nie było magazynów energii, bo nie mamy ich za dużo, praktycznie w ogóle w naszych systemach energetycznych, by tę energię zmagazynować i chronić sieci przed przeciążeniem. Regulator energetyczny podjął decyzję o ich wyłączeniu. Natomiast można by przesyłać więcej energii przez sieci przesyłowe, jednak przepisy to blokują. l dzisiaj półprocentowe potencjalne, długotrwałe przekroczenie mocy, dyskwalifikuje taką instalację. Natomiast badania pokazują, 5, a nawet 10 % przekroczenie nadal jest bezpieczne. Mamy tutaj problem z przyłączaniem nowych mocy. Zeszły rok był rekordowy pod względem odmów – było 7.000 odmów instalacji, na 51 GW, a by przejść w 100% na OZE potrzeba nam 70 GW w wietrze na lądzie, 25 GW w wietrze na morzu, 125 w fotowoltaice, więc w ciągu roku znaczną część energii, do której dążymy, nie ma kto i nie ma jak, przetransportować do odbiorców. Te farmy zwykle powstają na mało zurbanizowanych terenach, a zakłady które ją zużywają są w dużych ośrodkach miejskich, gdzie ziemia jest droga.

Gdyby było więcej farm wiatrowych i solarnych to takich sporadycznych sytuacji, które mamy teraz, byłoby więcej i mogłyby się powtarzać częściej?

Teoretycznie tak, tylko że cały system należałoby dostosować i zintegrować. I takie konkretne plany i badania są, bo nie wystarczy wybudować OZE, trzeba jeszcze zoptymalizować zużycie tej energii. Jeśli zmniejszymy ilość energii produkowanej w blokach węglowych, będzie więcej OZE i będziemy potrafili tę energię magazynować, to nie wystąpi problem, który tu miał miejsce, że nie da się wyłączyć całkowicie elektrowni konwencjonalnych, czyli węglowych.  

Czyli najpierw magazyny i ograniczanie produkcji z węgla, czy odwrotnie?

To musi iść równolegle. I w ciągu 25 lat, gdybyśmy założyli transformację energetyczną z dzisiejszego stanu do 100% OZE, to musi w tym czasie wiele się wydarzyć. Przede wszystkim rząd musi zapewnić nam bezpieczeństwo energetyczne, czyli paliwa kopalne powinny być stopniowo zastępowane OZE. Paliwa, które zresztą w większości importuje się z Rosji i innych krajów głównie totalitarnych. Płacimy za nie miliardy złotych rocznie, które do nas nie wracają. Tymczasem transformacja energetyczna rozbujałaby polską gospodarkę.

Przeczytaj także

18.04 godz. 20:00